Choć z trudem było mi przejść przez tą przemianę jakoś zaczęłam funkcjonować z tą myślą że już samodzielnie zaczynam swoje życie, I w pewnym momencie coś we mnie strzeliło, dziewiąty miesiąc ciąży, wody nie odeszły a ja krwawie . No to spinał i poród . Ojciec dziecka zjawił się na poród pomagał mi przy porodzie itd to było piękne, lecz parę tyg po porodzie zaczęły się klutnie z nim przez telefon o jego matkę która czepia się mojego wychowywania dziecka . To był synuś mamusi , I to stawało się coraz gorsze .Mój partner wierzył we wszystko swojej matce nie mi kobiecie która kochał i wtedy zaczęło się 3 letnie piekło które w sumie dziwię się ze przetrwałam. Ciąg dalszy nastąpi kochani………